Artykuły popularnonauokwe Archives | Centrum Nauki Experyment

22

05
WARSZTATY RODZINNE Eko-logicznie. Powietrze

22

05
Międzynarodowy Dzień Różnorodności Biologicznej w Experymencie

28

05
WARSZTATY RODZINNE. Eksperymenty po pachy
pokaż kalendarz

Józef Bożek – wynalazca samochodu parowego [wywiad]

Zapytani o pierwszy samochód w historii zapewne wymienicie takie nazwiska, jak Ford czy Benz. A co jeśli powiemy Wam, że w 1814 roku, czyli na trzydzieści lat przed urodzinami Carla Benza, samochód parowy zbudował Polak – Józef Bożek? O tym genialnym wynalazcy w rozmowie z Jakubem Łaskiem opowiada Tomasz Siudziński – odtwórca repliki samochodu Józefa Bożka. Warszawiak, absolwent wydziału SiMR PW. Po ojcu, Juliuszu Siudzińskim, przejął kolekcję zabytkowych pojazdów, którą wraz z synem Mikołajem, opiekuje się i uzupełnia. Propagator historii motoryzacji. Uczestnik wielu rajdów, zlotów i wystaw zabytkowej motoryzacji.

Jakub Łasek: W sieci można znaleźć różne informacje na temat Bożka, rozwiejmy zatem wszelkie wątpliwości. Był on Polakiem czy Czechem?

Tomasz Siudziński: Zgodnie z moimi badaniami, nie ma wątpliwości, że Bożek był Polakiem. Na to wskazuje między innymi metryka jego chrztu z kościoła w Grodźcu. Tam są wyraźnie wskazani jego rodzice i chrzestni, a także można znaleźć świadectwa innych mieszkańców tej miejscowości, również Polaków.

Skąd w takim razie wzięły się informacje, że Bożek był Czechem?

Przede wszystkim Bożek spędził całe swoje dorosłe życie w Pradze, ówcześnie austriackiej. Pracował na Politechnice Praskiej i tam wybudował swój samochód oraz łódź parową, z czego był najbardziej znany. I później, w połowie XX wieku, gdy Czesi chcieli odbudować swoją tożsamość narodową, poszukiwali osób, którymi mogliby się chwalić w świecie. Trafiło na Bożka, a trudno było sprawdzić jego narodowość. Wracając do ocalałych pism było to trudne, bo wtedy wszyscy prażanie posługiwali się językiem niemieckim.

Przy analizie polskości Bożka istotna jest również kwestia zapisu jego nazwiska.

Oczywiście, gdyby Bożek był Czechem, nazywałby się Bużek. Zachowała się też korespondencja proboszcza, który pracował w parafii obejmującą rodzinną wieś Bożka – Biery. W tejże korespondencji proboszcz prosi przełożonego o zmianę pomagającego mu księdza, gdyż ten ksiądz nie rozumiał języka polskiego, więc nie mógł prowadzić mszy po czesku dla mieszkającej tam polskiej ludności. To kolejny mocny argument na polskość Bożka. Co więcej, badania wykonane przez Austriaków wykazały, że około 90% mieszkańców tej wsi Biery i jej okolicy, było Polakami. Na tym terenie żyli Polacy, Niemcy, Żydzi, ale Czesi tam nie mieszkali.

Bożek, bohater narodowy, zmarł jednak jako człowiek bardzo ubogi. Z czego wynikało to, że za życia został tak szybko zapomniany?

Tutaj zawiniła przede wszystkim biurokracja austriacka. Bożek musiał za każdym razem prosić o pozwolenie władz państwowych, by móc przeprowadzać pokazy swoich maszyn. Nie otrzymał między innymi pozwolenia na przejazd pomiędzy Pragą i Wiedniem. Prawdopodobnie duży udział w tym miał rektor Politechniki Praskiej – Franz Josef Gerstner, który z jednej strony, jako konstruktor, mógł zazdrościć Bożkowi sukcesów, a z drugiej nie chciał stracić świetnego pracownika. Właśnie lobby ze strony rektora sprawiło, że tej zgody na przejazd nie było. Gdyby ta podróż się odbyła, to popularność Bożka stałaby się olbrzymia i to w całej Europie. Dostałby też zapewne sporo zamówień. To jednak się nie wydarzyło.

Czy maszynę Bożka możemy nazywać samochodem? Czy to za duże słowo?

Oczywiście, że możemy. Maszyna mieści się w definicji samochodu turystycznego. Był to pojazd prowadzony i obsługiwany przez jedną osobę, zabierał na pokład dwóch pasażerów, na ówczesne czasy w komfortowych warunkach, ze względu na resorowane nadwozie. Przednia oś maszyny była skrętna i dało się tym pojazdem sterować w taki sposób, jak dzisiejszymi samochodami. Mówi się, że pierwszym samochodem na świecie była konstrukcja Benza, czyli trójkołowiec. Na dzisiejsze czasy to bardziej motocykl, na co wskazywałaby także jego niewielka masa.

Z czego zatem wynika fakt, że to właśnie wynalazek Benza jest uznawany za pierwszy samochód, a nie wcześniej budowane maszyny?

W skrócie – dobra reklama. Benz opatentował swój wynalazek, założył i rozwinął firmę, dzięki czemu mógł reklamować swój pojazd jako pierwszy samochód, co jest bardzo dyskusyjne. Bo przecież wcześniej było wiele konstrukcji spełniających definicję samochodu turystycznego. Początkowo nawet Benz nie uznawał swego wynalazku za przełomowy i kazał go zezłomować. Do dziś zachowała się jedynie replika tego pojazdu.

Zrekonstruował pan maszynę Bożka. Na jakiej podstawie została wykonana ta replika? Zachowały się ryciny lub projekty z tamtych czasów?

Zachował się plakacik z 1817 roku, promujący kolejny już pokaz maszyny Bożka, a także prezentację pierwszej w Europie łodzi parowej. Prowadząc poszukiwania, trafiłem do muzeum w Pradze, gdzie znajduje się model pojazdu z 1942 roku. Nie miałem jednak pewności czy jest to właściwe odwzorowanie konstrukcji Bożka. Kustosz nie potrafił na to pytanie odpowiedzieć, ale dał mi inną wskazówkę – skoro Bożek był bardzo biedny, to nie miał możliwości wybudowania dwóch mosiężnych silników. A to oznaczało, że prawdopodobnie przekładał silnik z samochodu do łodzi, bo mosiądz był wtedy drogim materiałem. Dzięki temu tropowi przyjrzałem się bliżej łodzi parowej na tym plakacie z 1817 roku. To pozwoliło mi przyjrzeć się pewnym rozwiązaniom technicznym zastosowanym przez Bożka. Było tam widać korbowód i wał korbowy. To pierwszy krok.

Kilka osób siedzi na samochodzie parowym.

fot. Tomasz Siudziński i jego rekonstrukcja maszyny Bożka

Czyli część konstrukcji była już znana, ale należało jeszcze odkryć resztę?

Analizując kolejne dokumenty, trafiłem na projekt pojazdu wykonany przez syna Józefa Bożka, Romualda. I tam znalazłem te same elementy konstrukcyjne, które można było odszukać w samochodzie ojca. W ten sposób doszedłem do wniosku, że Romuald posługiwał się wiedzą przekazaną przez tatę. Pojazd młodszego Bożka był oczywiście nowocześniejszy, ale konstrukcja silnika nie zmieniła się w znacznym stopniu. I w oparciu o te wszystkie informacje udało mi się mniej więcej uchwycić proporcje i zasady budowy silnika.

Czym w takim razie wyróżniał się silnik stworzony przez Bożka?

Najważniejsze jest to, że silnik startował bez konieczności dodatkowego rozruchu. Wystarczyło dodać gazu, czyli otworzyć zawór parowy i motor ruszał, utrzymując stabilną pracę bez pomocy koła zamachowego. A takiego koła wymagały inne ówczesne konstrukcje, np. silnik Watta czy Gerstnera. Gerstner to wspomniany wcześniej rektor Politechniki Praskiej, który też był konstruktorem. Ich maszyny, ze względu na swoje rozmiary, nie nadawały się do użytku w maszynach pasażerskich. Tutaj Bożek stworzył niesamowitą innowację. Zbudował dwucylindrowy silnik obustronnej pracy, czyli tak naprawdę jednosuw. To sprawiało, że w każdym położeniu tłoka silnik ruszał. Kolejna rzecz – w maszynie Bożka można było regulować prędkość jazdy, o co w innych konstrukcjach nie było tak łatwo.

A jak udało się zrekonstruować pozostałe elementy samochodu?

Tutaj raz jeszcze przeanalizowałem wspomniany plakat pod względem historycznym i stwierdziłem, że rysunek odpowiada stanowi wiedzy technicznej z 1817 roku. Przedstawiono na nim konstrukcję nadwozia maszyny, wyraźnie widać na przykład to, że jest ono zawieszone na resorach typu C. Do przeanalizowania miałem również budowę kotłów z tamtego okresu, pod kątem ich rozwoju.  Nasi południowi sąsiedzi również wykonali dwie repliki tej maszyny – jedna na potrzeby filmu o Bożku, a druga w czasach czechosłowackich. Jednak obie posiadły kilka rozwiązań niezgodnych z ówczesnym stanem wiedzy.

Pana opowieści wskazują na to, że konstrukcja Bożka była przełomowa, jak na tamte czasy. Niewielkie rozmiary silnika i możliwość umieszczenia go w małym pojeździe pasażerskim – można mówić o ogromnym osiągnięciu polskiego wynalazcy?

Jeśli spojrzymy na ówczesne konstrukcje, to najbardziej szokuje budowa roweru, który niemalże nie nadawał się do jazdy. Techniczna przepaść między maszyną Bożka i tymże rowerem jest gigantyczna. Inne pojazdy parowe z tamtego okresu to głównie lokomotywy lub dyliżanse, których gabarytowo w żaden sposób nie można porównać do dzisiejszych samochodów. Wszystkie te maszyny wymagały obsługi wielu osób, ich koła zamachowe miały średnicę nawet dwóch metrów. Były ponadto niebezpieczne i trudne do sterowania. Z kolei nad samochodem Bożka jedna osoba panowała bez problemu.

Jak wyglądały parametry pojazdu Bożka?

Samochód mógł rozwijać prędkość kilkunastu kilometrów na godzinę, co, jak na tamte czasy, było zadowalającym tempem. Na pewno raz na jakiś czas potrzebny był postój na uzupełnienie węgla oraz wody. W przypadku mojej repliki należy to robić raz na godzinę. Pojazd nie miał kondensatora, więc cała wytworzona para uciekała w atmosferę. A to sprawiało, że były konieczne dość regularne postoje.

Gdzie można zobaczyć pańską replikę pojazdu Józefa Bożka?

Pierwszą replikę sprzedałem do muzeum w Rybniku, a w tej chwili pracuję nad drugą.

Rozmawiał Jakub Łasek.

Więcej o zainteresowaniach Tomasza Siudzińskiego można przeczytać na www.automuzeum.org oraz na Facebooku: Polski samochód ma 200 lat i Lata Dwudzieste, Lata Trzydzieste.

Polityka plików cookies

Do prawidłowego działania naszego serwisu oraz dla Twojej wygody strony www.experyment.gdynia.pl oraz bilety.experyment.gdynia.pl używają plików cookies. Korzystanie z nich bez zmian ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci twojego komputera lub smartfonu.

Czym są pliki cookies (ciasteczka)? To małe pliki tekstowe, które odwiedzany serwis internetowy zapisuje na urządzeniu końcowym (czyli np. na komputerze czy smartfonie, z którego korzystasz podczas przeglądania strony). Niektóre serwisy używają ich do gromadzenia informacji o użytkownikach, którzy wchodzą na stronę.

Dane, jakie zapisywane są w plikach cookies, mogą służyć jedynie do wykonania określonych funkcji i akcji na Twoją rzecz, np. zapamiętania logowania na stronie, Twoich ustawień lub daty wizyty i liczby osób podczas zamawiania biletów. Pozwalają one także na tworzenie anonimowych statystyk odwiedzalności naszego serwisu, dzięki czemu wiemy m.in., jakich informacji użytkownicy szukają na naszych stronach najczęściej. Nie wykorzystujemy i nigdy nie będziemy wykorzystywać w inny sposób żadnych informacji o Tobie, jakie mogą się w plikach ciasteczek znaleźć. Wszystkie dane są zaszyfrowane, by osoby nieuprawnione nie miały do nich dostępu.

Za pomocą plików cookies nie jesteśmy w stanie zidentyfikować użytkowników ani ustalić Twojej tożsamości. Wiemy jedynie z jakiej przeglądarki korzystasz i czy dane urządzenie odwiedzało już naszą stronę. Ciasteczka nie są szkodliwe dla żadnych urządzeń i nie wpływają na sposób ich działania, nie powodują żadnych zmian konfiguracyjnych w komputerach i smartfonach, ani w ich oprogramowaniu. Domyślne parametry plików cookies pozwalają na odczytanie informacji tylko serwerowi, który je stworzył. Innymi słowy – wygenerowane przez naszą stronę pliki ciasteczek mogą być odczytane tylko i wyłącznie przez nią samą.

W każdej chwili możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki, aby nie zapisywać plików cookies na Twoim dysku. W zależności od przeglądarki, znajdziesz instrukcje tutaj:

Mozilla Firefox, Opera, Internet Explorer, Safari, Chrome, Edge

Sinice. Kilka słów o zakwitach

Nie ma nic wspanialszego niż wakacje nad morzem. Są jednak takie dni, kiedy trzeba niestety zrezygnować z kąpieli w Bałtyku, gdyż kąpieliska są pozamykane z powodu sinic. W tym roku sprzyjające warunki pogodowe do rozwoju tych bakterii (ciepło, bezwietrznie) spowodowały, iż pojawiły się one masowo już pod koniec czerwca. Od kilku dni można było obserwować na zdjęciach satelitarnych powierzchniowe zakwity sinic w centralnej i południowej części Bałtyku. W ubiegłym tygodniu smugi sinic widoczne były także w środkowej części Zatoki Gdańskiej i Puckiej. Wiatr wiejący w kierunku lądu zepchnął je również w stronę kilku trójmiejskich kąpielisk. Przez jeden lub dwa dni zamknięte już były kąpieliska w Gdyni (Babie Doły, Orłowo, Redłowo i Śródmieście) oraz w Sopocie (Łazienki-Południe).

Zakwity sinic obserwowane podczas rejsem statkiem Oceanograf w dniu 26.06.2020

Dlaczego należy unikać kontaktu z sinicami? Spośród wielu ich gatunków, które występują w Bałtyku, obecność zwłaszcza jednego jest najbardziej kłopotliwa, gdyż to on w sprzyjających warunkach namnaża się i tworzy powierzchniowe zakwity – Nodularia spumigena. Gatunek ten produkuje toksynę (nodularynę), która może podrażniać układ pokarmowy, a duże jej spożycie (co może się zdarzyć w trakcie zabawy w wodzie) u osób wrażliwych może skutkować biegunką i wymiotami. Ponadto wszystkie sinice w swojej ścianie komórkowej mają lipopolisacharydy, czyli związki, które mogą podrażniać skórę. Uczestnicy kąpieli (zwłaszcza osoby wrażliwe) mogą dostać wysypki i podrażnień skóry. Jeśli sinic w wodzie jest dużo, ryzyko podrażnień wzrasta. Zmiana warunków pogodowych – deszcze i wiatr – spowodowały, iż wody zostały wymieszane i obecnie nie obserwujemy zakwitów. Wszystkie kąpieliska są otwarte. Aktualne informacje o kąpieliskach, ich otwarciu lub zamknięciu z powodu zakwitu sinic (lub z innych powodów, np. Escherichia coli) można znaleźć na stronie serwisu kąpieliskowego (sk.gis.gov.pl). Warto tam zaglądać, gdyż wkrótce znów spodziewamy się masowego występowania sinic w strefie brzegowej, co może skutkować ponownym zamknięciem kąpielisk.

Aktualizowane codziennie zdjęcia satelitarne przedstawiające powierzchniowe zakwity sinic na Bałtyku są dostępne na stronie: smhi.se

Tekst i zdjęcia: dr Justyna Kobos

Zakład Biotechnologii Morskiej, Instytut Oceanografii UG

Dinozaury wcale nie wyginęły!

Czyli kilka mitów o dinozaurach

Około 65 milionów lat temu w Ziemię uderzyła asteroida. Jak wszyscy wiemy, spowodowało to w dłuższej perspektywie masowe wymieranie stworzeń, w tym dinozaurów. Sęk w tym, że to tylko część prawdy – tak zupełnie serio to nie wszystkie dinozaury wyginęły. Część z nich wyewoluowała i żyje sobie jak gdyby nigdy nic obok nas. Co, gdzie, jak, dinozaury tutaj, teraz? Czytajcie dalej, zaraz wszystko wyjaśnimy!

W temacie dinozaurów sporo jest mitów i nieścisłości. Wynikają one po części z tego, że co nieco poplątała popkultura, a po części z tego, że paleontolodzy i inni naukowcy wciąż odkrywają nowe fakty i snują nowe teorie, które okazują się prawdziwe… lub nie! Jak to więc z tymi dinozaurami bywało (albo jest)?

– Jak wyglądały dinozaury? Przeróżnie i przeważnie zupełnie inaczej, niż nam się wydaje. Po pierwsze, naukowcy zidentyfikowali około 700 gatunków dinozaurów, więc nie znamy ich jeszcze zapewne dziesiątek tysięcy. Ale już wiemy, że niekoniecznie były to szaro-zielono-brązowe jaszczury noszące gadzią skórę. Dinozaury miały łuski, ale część z nich miała też pióra, a nawet różnego rodzaju owłosienie. Skąd to wiemy? Paleontolodzy znajdują przecież skamieliny łusek i piór. Co więcej – te zwierzaki były kolorowe! Zapomnijcie o tej barwnej nudzie z pierwszej części „Parku Jurajskiego”! Dinozaury miały mnóstwo różnych kolorów i wzorów. Dzięki pozostałościom pigmentów w znajdowanych piórach wiemy, że niektóre miały np. wzory przypominające dzisiejsze umaszczenie szopów, a inne miały upierzenie równie barwne, co egzotyczne ptaki! How cool is that?

– Jak już wspomnieliśmy – dawno, dawno temu, kiedy asteroida uderzyła w miejsce, które zostało potem nazwane półwyspem Jukatan, całe mnóstwo dinozaurów dokonało żywota. Uderzenie wywołało katastrofalne skutki, przede wszystkim dla klimatu. Mimo tego, część dinozaurów przeżyła. Ich bardzo dalekich potomków spotykamy dzisiaj na każdym kroku. Pomyślmy: noszą pióra, znoszą jaja. Brzmi znajomo? Tak, ptaki to potomkowie dinozaurów. Popatrzcie zresztą tylko na takiego strusia albo kurę.

– W reżyserowanym przez Stevena Spielberga filmie „Park Jurajski” naukowcy sklonowali dinozaury dzięki DNA pozyskanemu z krwi, znalezionej w komarze zachowanym w bursztynie. Przez chwilę wydawało się, że ta metoda niekoniecznie musi należeć do kategorii science-fiction. W 2017 roku odkryto zatopionego w bursztynie kleszcza, który chwilę przed śmiercią pożywił się krwią dinozaura (w tym samym bursztynie zachował się fragment jego pióra). Hiszpańscy naukowcy z Uniwersytetu w Barcelonie zbadali pozostałości dinozaurzej krwi na kleszczu. Niestety, jego ciało nie zachowało się w bursztynie w całości. Kawałeczek z niego wystawał, co sprawiło, że całość uległa mineralizacji, przez co DNA dinozaura nie przetrwało. Ale zaraz – skoro co chwilę odkrywane są kawałki kości, łusek, piór, a nawet parę razy zdarzyło się odnaleźć inne tkanki, jak skórę, czemu nie pozyskać DNA stamtąd? Po prostu dlatego, że te szczątki są już za stare i nie zostało na nich nic, co mogłoby pomóc. Zatem nici z klonowania dinozaurów. Może to i dobrze, wiemy przecież co działo się w filmach z serii „Park Jurajski”.

A skoro już jesteśmy przy Parku Jurajskim, sprawdźcie też naszą zagadkę logiczną, która jest osadzona w tej właśnie lokacji!