Płeć u zwierząt - nie taka prosta sprawa | Centrum Nauki EXPERYMENT

07

10
CIEKAWI ŚWIATA. Smakowite chwastowisko

17

10
WARSZTATY RODZINNE. Z czym to się je? Przyprawy świata

18

10
SCIENCE CAFE. Publiczne lekcje anatomii
pokaż kalendarz
1.10

czwartek

Płeć u zwierząt – nie taka prosta sprawa

Chyba nie ma ciężarnej, która nie słyszałaby pytania: „chłopiec czy dziewczynka?”. A to dlatego, że w naszych ludzkich społecznościach jesteśmy bardzo przywiązani do ścisłego podziału na płeć męską i żeńską. Warto jednak wiedzieć, że wiele zwierząt podchodzi do tych kwestii znacznie bardziej liberalnie.

Żółwie błotne

U niektórych gatunków odpowiedź na pytanie o płeć przyszłego potomka powinna brzmieć: „cóż, to zależy, jaka będzie pogoda”, ponieważ determinacja płci nie ma u nich nic wspólnego z genetyką. Weźmy takie aligatory albo większość gatunków żółwi. W ich przypadku samica składa jaja i zostawia je w gnieździe, nie mając żadnego wpływu na to, czy na świat przyjdą córki, czy synowie.

Przyjrzyjmy się przykładowemu żółwiemu gniazdu. Mama żółwica właśnie złożyła jaja i oddala się na zasłużony odpoczynek. Żółwiątka w jajkach nie są w tym momencie ani samiczkami, ani samczykami, mimo że ich rozwój embrionalny jest już mocno zaawansowany. W pewnym momencie na wewnętrznym zegarze biologicznym embrionów włącza się alarm, który oznacza: „to jest ta chwila, w której determinuje się płeć”. Jeśli w tym momencie temperatura panująca w gnieździe jest wysoka, wszystkie żółwiątka będą samiczkami. Jeśli zaś warunki będą chłodne, z jaj wyklują się samczyki.

Błazenek

To nie koniec rewelacji. Niektóre zwierzęta wychodzą z założenia, że płeć to rzecz nabyta – raz jest taka, raz inna. Dotyczy to zwłaszcza tropikalnych ryb. Pamiętacie rybkę Nemo oraz jego tatę – Marlina? Głupie pytanie – oczywiście, że pamiętacie. Jeśli jednak przez ostatnie 10 lat żyliście w sercu amazońskiej dżungli i jakimś cudem fabuła filmu „Gdzie jest Nemo?” do was nie dotarła, to napomknę tylko, że jest to historia małego błazenka (czyli ryby z gatunku Amfiprion plamisty), którego wychowuje samotny tata, bo mama oraz całe rodzeństwo pożegnali się z życiem w paszczy barakudy. Mogłoby się więc wydawać, że życie rodzinne małego Nemo jest nieco skomplikowane, ale uwierzcie mi, że u prawdziwych błazenków sprawa jest jeszcze bardziej złożona. Zacznijmy od tego, że wszystkie ryby z tego rodzaju zaczynają swoje życie jako samce. Dopiero gdy dojrzewają i dorastają do pewnego wieku zmieniają swoją płeć na żeńską (!). To nie koniec. Błazenki nie tworzą nigdy rodzin typu mama plus tata plus dzieci. Zamiast tego żyją w stadach o ściśle ustalonej hierarchii. Osobniki mniejsze i młodsze (a także mniej „ważne”) są samcami, ryby większe i starsze są samicami, ale rozmnażają się tylko najstarsza samica i najstarszy samiec. Gdyby z jakiegoś powodu zabrakło dominującej mamy-ryby (na przykład, zginęłaby w paszczy barakudy), to jej partner zmieniłby płeć na żeńską, a następnie dobrałby sobie do pary następnego w hierarchii samca. Innymi słowy – gdyby matka Nemo zginęła, Marlin zmieniłby swoją płeć na żeńską i teraz to on byłby matką, która czym prędzej znalazłaby sobie nowego partnera.

Przyroda uczy nas, że do wszystkiego powinniśmy podchodzić z dystansem, niezależnie od tego, jak bardzo pewne normy wydają się nam oczywiste i ustalone raz na zawsze. Tego właśnie staram się trzymać za każdym razem, gdy jakaś oburzona ciocia lub sąsiadka twierdzi, że moje córki powinny mniej skakać po krzakach, a więcej bawić się lalkami.

Marta Alicja Trzeciak